Funreal Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Na czas dowiedzieć się o naszych imprezach, larpach i spotkaniach? Napiszemy do Ciebie, po to właśnie mamy newsletter.

Imię:

Email:

Krzyżacki Poker

Wpisany przez Mały, Widłak, Owca, Aghad / czwartek, 07 stycznia 2010 15:41

Nazwa: Operacja: Krzyżacki poker.
Typ gry: drużynowa, nocna.
Mechanika: opaskowa.
Czas gry: 2-3 godziny.
Autorzy: Michał "Mały" Chlewicki, Piotr "Widłak" Widerski, Marek "Owca" Ustarbowski, Jacek "Aghad" Gach.

Gra została zainspirowana książką Dariusza Spychalskiego “Krzyżacki Poker”. Osadzona w alternatywnej rzeczywistości XX wieku, rozgrywana jest w świecie, w którym Rzeczpospolita Polska jest największym mocarstwem Europy, a wciąż istniejące Państwo Zakonne po pół tysiącu lat wreszcie znalazło sposób na zemstę za porażkę pod Grunwaldem.

Wstęp fabularny - Michał "Mały" Chlewicki.

Morze Bałtyckie
20 czerwca 1957 roku.


Niszczyciel “Troska” zbliżał sie powoli do celu, Kapitan wraz z Inspektorem Sokołowskim uważnie obserwowali unoszące sie na falach, dwa Krzyżackie pancerniki “Stösser” i “Geier”.
- Myślisz Pan, Kapitanie, że nie będą robić problemów? Ponoć coś niedobrego dzieje się na Krzyżackich ziemiach. Ponoć jakaś rewolta się szykuje. Zresztą czemu one - wskazał na największe okręty Krzyżackiej floty - stoją tu i pilnują nikomu niepotrzebnej wyspy, ba wysepki, rzec by można skał kawałka. Może powinniśmy zawrócić do portu? Może nie warto narażać się w tej sytuacji na jakąkolwiek reakcję ze strony tych dwóch statków?
Kapitan posępnie spojrzał na Sokołowskiego. - Waćpan, Po pierwsze, nie statków bo to nie łodzie rybackie a okręty wojenne, po drugie, rozkaz jest rozkaz, mam Was dostarczyć na wyspę, zrobię to i choćby cała Krzyżacka flota stała nam na drodze. Pozatem jeśli dumasz Waszmość, iż mogli by poczynić jakieś wrogie kroki, to mylisz się okrutnie. Toć Rzeczpospolita za jakikolwiek akt agresji wymaże Państwo Krzyżackie, komturia po komturii z mapy Europy.
Rozmowę przerwał donośny głos bosmana. - Panie Kapitanie cel w zasięgu wzroku. Krzyżackie jednostki zmieniają kurs, odpływają. Kapitan zmarszczył brwi, na plecach poczuł ciarki, coś się nie zgadzało. - Czemu właśnie teraz odpływają?
Mężczyźni ruszyli na dziób okrętu, bez słowa podnieśli do oczu lornetki i spojrzeli w stronę skalistej wysepki. Jedyne co dostrzegli to kawałek skalistego wybrzeża, majaczący miedzy skałami betonowy budynek i wysoką na kilkanaście metrów konstrukcję, górującą nad wyspą.
- Lewo na burt, cała naprzód !
- Lewo na burt, cała naprzód ! - niczym echo powtórzył za kapitanem bosman.
Wyspa po chwili zaczęła przesuwać się na sterburtę. Silniki okrętu zawyły. Niknące w oddali Krzyżackie jednostki włączyły syreny alarmowe, krótki dźwięk zdawał sie krzyczeć, wibrował w uszach, ponaglał - kryj sie, śmierć jest blisko! Dziwna cisza jaka zapadła chwile później, przytłaczała, czas i przestrzeń zamarły. Sekundy wydłużyły się, marynarze polskiego okrętu zamarli aż do momentu kiedy …
Słowa proroka stały się rzeczywistością “Nocą pomyślą że ujrzeli słońce. Kiedy nadejdzie świnia pół człowieka. Huk, jazgot, widać bitwę toczoną w powietrzu, słychać bestie mówiące.”
Nowe słońce rozgorzało nad wysepką, świetlista kula rozrosła się, jej blask zaćmił wszystko inne, jedyne co widzieli marynarze “Troski” to jasność. Chwila przeciągająca się w nieskończoność. Później była tylko fala, uderzenie, huk i wodna kipiel.

Lwów. Stolica Rzeczpopolitej.
Siedziba Wydziału drugiego.
6 lipca 1957 roku.


W głębokich skórzanych fotelach siedziało milcząc dwie osoby. Jedna z nich, mężczyzna prawie sześćdziesięcioletni, swoimi rozmiarami budzący respekt pułkownik Sapiecha, przez cały wywiad zwany “Niedźwiedziem” skracał sobie czas oczekiwania studiując zawieszoną po drugiej stronie biurka mapę. Rzeczpospolita sięgająca aż po Krym i dalej, granicząca w Afryce z Kalifatem Mauretańskim i Egiptem napełniała go dumą. Rzeczpospolita, której oddał całe życie teraz stała na granicy wojny. Wojny gorszej od poprzednich, gdyż tym razem broń której chcieli użyć parszywi komturialni była czymś nowym nieznanym wcześniej nikomu. Jej siła przerażała, doniesienia z morza Bałtyckiego, gdzie Krzyżacy przeprowadzili pokaz mówiły o ziszczeniu wyspy i fali powstałej po tym, która sięgnęła wybrzeży Finlandii niszcząc kilka miast i wiosek. Raporty naukowców jakie później spłynęły, pełne fizycznego bełkotu niezrozumiałego całkowicie dla Sapiehy twierdziły coś o “łańcuchowej reakcji rozszczepienia atomu” a samą broń nazywały “Nuklearna” lub “Atomową”. Nie mógł dopuścić do sytuacji, w której jego ukochany zmuszony jest do ustępstw, szantażowany przez Państwo Zakonne. Musi znaleźć rozwiązanie.
Drugą z przebywających w pokoju była niespełna 35 letnia kobieta, pułkownik służb specjalnych Elżbieta Czarniecka. Spokój malujący się na jej twarzy nijak miał sie do emocji nią targających. Starała się nie myśleć o konsekwencjach użycia nowego uzbrojenia. Jej ludzie od półtorej tygodnia przetrząsali po cichu każdy możliwy zakątek Krzyżackiego terytorium. Staja po staji szukali magazynu z bombami. I nic. Żadnych wieści, komturialne świnie zapadły się pod ziemię wraz z bronią.
Drzwi otwarły się z hukiem. Kanclerz Rzeczpospolitej wkroczył do swojego gabinetu pochmurny niczym chmura gradowa. Usiadł za biurkiem i spojrzał na oficerów.
- Znaleźliście? - Pokiwali przecząco głowami. - No to co do, kurwy nędzy robicie? Cały arabski świat patrzy łakomym wzrokiem na ustawioną pod murem Rzeczpospolitą, Zakonni terroryści straszą detonacjami nowej broni w największych miastach Polski. A nasz wywiad i służby specjalne nie potrafią znaleźć miejsca, ba, fabryki bomb? Wytłumaczcie mi jak to jest możliwe?
- Szukamy, wciąż. Straciliśmy już kilkudziesięciu agentów, których na swoim terenie złapały komturialne służby wywiadowcze. Nie możemy prowadzić obserwacji z powietrza bo przyciśnięci mogą spełnić groźby. Ale przysięgam na Boga i Najświętszą Panienkę znajdziemy ich. Ludzie pracują dniami i nocami. - Sapiecha trząsł się bez mała ze złości.
- Kanclerzu - wtrąciła się Czarniecka - nasze oddziały ciągle przetrząsają tereny Zakonu, jednak bez jakichkolwiek wskazówek szukamy igły w stogu. Niemal cały brygada “Knieja” znajduje się na terenach wroga …
Natarczywe pukanie przerwało wywód Pani Major. Chmielnicki warknął krótko - Wejść! - Drzwi odtworzyły się i do pokoju niemal wbiegł oficer Gwardii Kanclerza. - Melduje, że otrzymaliśmy dziwny telefon z posterunku policji w Osieku. Dzwoni Kapitan Sowa, z tego co mówi jakiś przemytnik wraz z grupa pruskich partyzantów znaleźli to czego szukamy! Są teraz w niewielkiej wsi pod Puckiem, zwie się ona - spojrzał pośpiesznie na notatnik - Sławutów.
Wszyscy zgromadzeni w pokoju spojrzeli po sobie, Chmielnicki zerwał się z krzesła. - Sprawdźcie to szybko! Oczekuje raportu jutro o świcie. Właściwie, zezwalam na podjecie wszelkich działań jeśli ten donos okaże się prawdziwy, macie wolną rękę. Oboje oficerów wybiegło pośpiesznie z pokoju.

Niedaleko wsi Sławutowo
Namiot Dowodzenia Brygady “Knieja”
9 lipca 1957 roku


- Niestety te bomby to nie cukierki, nie uda nam się ich wynieść w kieszeni. - z marsem na twarzy, pochylając się nad mapą rzekł major Jakub Dembiński - Magazynów broni artyleria z Lichtenstein’a póki nie pozbędziemy się jej ciężko będzie wyciągnąć choćby jeden kontener. Jednakże dowództwo znalazło na to rozwiązanie. Panowie szczegóły akcji są w teczkach, zapoznajcie się z nimi i przekażcie waszym żołnierzom. To wszystko, odmaszerować. Dowódcy plutonów wyprężyli się niczym struny, oddali honory i odwrócili się na pięcie.
- A, jeszcze jedno panowie. Macie najlepszych ludzi, wiem że dacie rade. Bóg z Wami.
Skinęli głowami.

Twierdza “Lichtenstein”
9 lipca 1957 roku


Bracia! - głos Komtura Godfryda von Hatzlfeld grzmiał na majdanie twierdzy. Kilkudziesięciu knechtów ustawionych karnie, słuchało jego słów. - Bracia! Stało się tak, że diabeł nadał Rzeplitom pozycje naszego magazynu. Nie chce ukrywać, teraz tylko od Was zależy przyszłość Państwa Zakonnego. Nie możemy dopuścić by te verdammte polnische Schweine dostały w ręce naszą wolność, nasz nowy porządek świata, gdzie Krzyżak jest potęgą. Musimy odnaleźć w sobie siły by obronić magazyny do przybycia naszych wojsk lub zniszczyć broń tak by nie mogli jej użyć! Pamiętajcie! Zakon Na Was liczy! Liebie Brüders! Gott ist mit uns!
- Gott ist mit uns! Brüder! za Zakon! wyrwał się okrzyk z kilkudziesięciu gardeł.