Funreal Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Na czas dowiedzieć się o naszych imprezach, larpach i spotkaniach? Napiszemy do Ciebie, po to właśnie mamy newsletter.

Imię:

Email:

Inne Sfery 2010

Wpisany przez Kula / czwartek, 30 września 2010 00:10

Inne Sfery - Inny Konwent

relacja bardzo subiektywna

Jeszcze w sierpniu, kiedy Wielosferowe Misie Gry wyjeżdżały z Gliśna, umówiliśmy się na spotkanie na Innych Sferach. Obiecaliśmy też, że oprócz kultowych Wormsów poprowadzimy jakąś "większą grę". Wybór padł na Dimmuborgir - larp, który napisali w pierwotnej 18osobowej wersji Alicja "Natt" Górecka i Krzysztof "Mały" Samek w 2005 roku. W 2006 rozbudowane  przeze mnie i Natt do 48 postaci Dimmu było larpem otwierającym konwent Flamberg "Święto Plonów".
Kiedy otworzyłem plik z Dimmuborgir, mile wspominaną grę, po paru stronach lektury z zaskoczeniem stwierdziłem:

Dziś larpy pisze się inaczej!

Jak się okazuje, z konwentami jest podobnie. Inne Sfery różnią się od konwentów, na jakie jeździło się jeszcze kilka lat temu. I jest to zdecydowanie zmiana na plus. Garść refleksji zatem, osobistych wycieczek, bo oficjalne i klasyczne relacje pojawią się pewnie na większych i poczytniejszych serwisach. Ad rem.

Refleksja nr 1: 100% bez...

...bydła.

Nie bez alkoholu, narkopstryków i dopalaczy. Bez bydła - po prostu, nie umiem tego lepiej nazwać. Nie wiem, jak Organizatorzy osiągnęli taki efekt - czy specyficznym pozycjonowaniem IS na "festiwal" a nie "konwent"? Bo przecież konwnetowicze i prelegenci (a ci, jak wiemy, też potrafią dać czadu) byli tacy sami i w wielu wypadkach ci sami co zawsze. Znajome twarze przewijały się na korytarzach, w salach prelekcyjnych, na larpach. Zamiast regimentu ciężkozbrojnych ochroniarzy - jedna, dwie uśmiechnięte osoby przy wejściu. I okazuje się, że bez rewizji osobistych, nalotów na sleeproomy, po 3 dniach zadeptywania szkoły przez fantastów w niedzielne popołudnie jest ona zakurzona i nieco przyśmiecona, ale czysta i wciąż przebywanie w niej jest przyjemnością. Nawet w sali, w której odbywał się turniej prerealese nowego dodatku do najpopularniejszej karcianki świata, czyli Magic the Gathering, atmosfera była przyjemna. Gram w MtG od 1995 roku, w wielu turniejach brałem udział, wiem co mówię i wiem jak to pachnie.

Jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi więc do głowy, że może stało się tak dlatego, iż cały, liczny skład orgowski był zawsze dostępny, zawsze pomocny, z bananem na twarzy nakręcał do działania, grania, korzystania z atrakcji zawartych w programie. I wiecie co? Tym ludziom nikt nie miał ochoty robić w poprzek, bo czułby się z tym jak ostatni kutas.

Refleksja nr 2: Szkoła szkole nierówna

Strzałem w dziesiątkę okazała się szkoła, idealnie dopasowana do programu. Budynek wyposażony w dwie sceny pozwolił poczuć atmosferę festiwalu. Koncerty, przedstawienia teatralne, jeepy - czyli gry, które jeszcze bardziej zamuliły granicę między larpem a teatrem improwizowanym, no i same larpy, - wreszcie odbywały się w miejscach do tego dostosowanych.  Przykład wprost z mojej pyszałkowatej perspektywy MG: Dimmuborgir, które prowadziłem teraz, wypadło bardzo dobrze właśnie dlatego, że było rozgrywane w sali nie tylko z nagłośnieniem, ale i fenomenalnym jak na szkolne warunki oświetleniem. Wymagało to odrobiny poświęcenia i SDek spędził chyba pół godziny biegając z drabiną i zakładając czerwone i pomarańczowe filtry na spotlighty, ale dzięki temu światłem właśnie zbudowaliśmy scenografię. Konsola, którą dawała pełną kontrolę nad kilkudziesięcioma (!!!) reflektorami pozwoliła  nie tylko podkreślić, ale wręcz w całości zbudować odpowiednią i wyjątkową dramaturgię ważnych scen. Podobnie w larpie "4 pokoje" - w opisywanym miejscu zamieszkiwała Wiosna i znów światło wrzucało graczy w nastrój na levelu "expert". Po zakończeniu gry głowa buzowała od pomysłów - jak to wykorzystać i jakie gry można by napisać właśnie pod tą salę. Jeszcze nigdy na konwencie odbywającym się w szkole larpiarze nie mieli takiego pola do popisu. No ale w końcu, szkołę wybierał właśnie Wielosfer, wiec czemu tu się dziwić... Pogratulować jedynie.

Refleksja nr 3: Starcie pierwsze; Festiwal vs Konwent - 1:0

IS dla mnie - wyrwały się z konwentowego getta. Podobnie jak odbywające się w 3mieście GRAMY! festiwal gier planszowych przyciągnął zwykłych ludzi, tak i Inne Sfery okazały się atrakcyjne dla nowych grup ludzi spoza "środowiska" (telepie mną jak piszę to słowo). Dzięki przedstawieniom erpegowcy mogli poczuć dotyk kultury, a zwykli i mało fantastyczni ludzie zobaczyć że ci drudzy nie gryzą a na prelekcjach można się czegoś dowiedzieć. Na dodatek było to szerokie spektrum wiedzy, podane w przyjazny sposób. Od prelekcji o indyjskich eposach (" Dwie wielkie bitwy hinduskich bogów i herosów. Lanka i Kurukszetra", uroczo zdystansowany Jacek Tabisz) , przez jak zwykle metafizyczne potraktowanie fizyki w kontekście religii (Przyszłość ateizmu, ateizm przyszłości" i hipnotyzujący Marek S. Huberath), po eksperymenty chemiczne z użyciem tak zwykłych wydawałoby się, przedmiotów i warzyw ("Chemia, jakiej nie znacie, czyli o tym, co w domu możecie zrobić, by poczuć się prawdziwymi naukowcami" Magdalena „Sethisse” Hertman i za burzę i pioruny w probówce wybaczam jej że pomidor nie chciał świecić a sala zadymiła od udanego samozapłonu czegoś tam co pewnie mam pod zlewem tylko nawet nie wiem że to właśnie to). Dla każdego coś fajnego, nie odwiedziłem wszystkich bo czasu mi zbrakło, ale jak wieść z korytarzy niosła - inne też udane były amen.

Refleksja nr 4: Starcie drugie; LARPy vs RPG - 1:0

Niagara luksusowej wylała się do licznych kieliszków którejś nocy u mnie w domu w trakcie jakże poważnej dyskusji na temat tego czemu konwenty upadają i świat nie jest już taki jak dawniej. Nie doszliśmy co prawda do żadnych sensownych wniosków w kwestii świata, ale pamiętam za to te, dotyczące konwentów. O ile w latach 80tych i 90tych, kiedy zaczęto w Polsce organizować zloty fantastów, konwent był jedynym miejscem, gdzie można było spotkać autorów, dowiedzieć się od wydawców o ich planach, pogadać z ludźmi o tych samych zainteresowaniach i dowiedzieć czegoś o fantastyce i sprawach pokrewnych, o tyle nagle i niespodziewanie takim imprezom show porwał internet. Pisarze chatują, strony www informują, portale publikują wieści, a wikipedia i google już kompletnie wiedzą wszystko, a jak nie wiedzą, to wiedza kto wie, jak w tym starym dowcipie o akademikach.
Po cóż więc jeździć na konwenty? Otóż po te wszystkie atrakcje, których laptop i modem nam nie zapewnią. Ani nawet grupa znajomych. Czy celowo, czy też przypadkiem, Organizatorzy wyczuli pismo nosem i postawili na takie właśnie punkty programu. Larpy, koncerty, panele dyskusyjne. Owszem, widziane były grupki rolujące kostki, ale chyba większości uczestników, szkoda było na to czasu. Ciekawsze rzeczy się działy.

W ogóle, mam wrażenie, że notowania LARPów idą ewidentnie w górę.  Pierwszym wyraźnym sygnałem tego trendu był wysoki poziom gier na tegorocznym Pyrkonie, rywalizujących o "Złote Maski". Gracze więcej wymagają a MG bardziej się starają.  I na odwrót. To, że na Dimmuborgir zebraliśmy komplet graczy najlepszym tego przykładem, na pozostałe gry - chyba bez wyjątku - było więcej chętnych niż miejsc.  Nasze gry - Dimmuborgir na pewno a Wormsy chyba (bo nie wszystkie rozgrywki widziałem, zbyt wiele razy były już prowadzone)  zaprezentowały się w najlepszych odsłonach,  głównie dzięki graczom i publiczności (holy granade jingiel zaśpiewany przez chyba 50 osób - hit). Zardzewiały Topór, Noctem, i sam Wielosfer - czyli krajowy top pokazał, że wie co robi .Ogólny poziom LARPów wszelkiej maści na ISach - rewelacja. Oby tak dalej.

Przy tej okazji, nie sposób nie wspomnieć o jednym z gości imprezy, którym był Federik Berg Østergaard, jeden z twórców i propagatorów jeepform, którymi fascynuje się znaczna część Wilosferowych larpiarzy. Niebanalne prelekcje i warsztaty, naprawdę owocne dyskusje o grach U Nich i U Nas. Obustronnie wartościowa wymiana doświadczeń i spostrzeżeń - świetnie, że udało się Frederika ściągnąć do Wrocławia.

Pozostaje...

podsumowanie w klasycznej formie

Plusy:

+ Organizatorzy;
+ Uczestnicy;
+ Miejsce;
+ Punkty Programu.

Minusy:

- za krótko otwarta kawiarnia;
- informator z questami "gdzie jest qr@#$%a opis tej prelekcji";
- kartki na identy niedokładnie dopasowane do plastików;
- dyskusyjne odcień żółtego konwentowych koszulek.

Inne te Sfery? Na pewno.
Czy wrócę za rok? No raczej.

Piotr "Kula" Milewski