Funreal Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Na czas dowiedzieć się o naszych imprezach, larpach i spotkaniach? Napiszemy do Ciebie, po to właśnie mamy newsletter.

Imię:

Email:

Relacja z Puckonu 2004

Wpisany przez Dexter / poniedziałek, 08 lutego 2010 16:57

Krótki rzut oka na…


Puckon 2004


Witam moich drogich parafianów. Dzisiaj zebraliśmy się, aby przedyskutować sprawę Puckonu. Wasz drogi wysłannik tam był i co widział wam opisze w kilku prostych słowach.
Jeśli czytasz ten artykuł jest duże prawdopodobieństwo, że nie byłeś na Puckonie; moja pewność w tej materii wyjaśni się już w następnym akapicie.
Podstawowa sprawa- specyfiką tego konwentu była obecność aż 8 uczestników. Tak, tak, dobrze usłyszeliście aż 8. Na szczęście miasto Puck wytrzymało najazd takiej liczby turystów, nieczęsto przecież mają szczęście widzieć ludzi z dalekiego świata, którzy pokazują im światowe obycie i wykwintne maniery(tutaj niestety muszę cię zmartwić Puck jest miastem nadmorskim i często widzi grupy turystów; poza tym to Puckonie dowiedziałeś się znaczenia słowa faux pas*, kto tu, kogo uczy światowych manier- ;)).Organizatorów było więcej niż uczestników. Kwiatek z konwentu-„Mamy informacje, że pociągiem jedzie trzech nowych uczestników- głośna burza oklasków ”. Nic dziwnego- nieczęsto zdarza się, że liczba uczestników została zwiększona o 40%.
Naprawdę dziwię się tak małej frekwencji zwłaszcza, iż do Pucka można dotrzeć w kilka minut pociągiem (np. Vino-jeden z organizatorów chodzi do szkoły w Gdyni) z Trójmiasta, które przecież jest zagłębiem RPG-owym.

Żałujcie, żałujcie, że was nie było, moc atrakcji na was czekała: LARPY, sesje, konkursy, turnieje, a jak nawet ktoś nie był zainteresowany mógł przecież wylegiwać się na plaży...
A, właśnie lokalizacja - Puck to naprawdę ładne nadmorskie miasto, szkoła, gdzie był konwent, była położona niedaleko plaży.
A w tej szkole luksusu, jakich mało na konwentach: łóżka dla wszystkich uczestników, a nawet (wiem trudno będzie wam uwierzyć) ciepła woda pod prysznicami.
Kolorytu dodawali piłkarze kręcący się po szkole(jakiś obóz dla młodych adeptów footbalu) - dziwnie na nas patrzyli, gdy biegaliśmy po szkole w barwach wojennych i w przebraniach na jednym z larpów. Ale trzeba przyznać, że nas też przestraszyli, gdy razem z Aghadem przybyliśmy na konwent i zostaliśmy przywitani przebojem polskich artystów „Dla mnie masz stajla”. Na szczęście okazało się to być dziwnymi zwyczajami tamtejszych autochtonów.
Ale dość tego, czas przejść do mięska, czyli tego, co wydarzyło się na konwencie.

Po pierwsze jak to na konwentach można spotkać w porządku ludzi, o podobnym sposobie myślenia, podobnych zainteresowaniach- po to właśnie są konwenty.
LARPY- tutaj brawa dla Vina, który był głównym organizatorem wszelakich terenówek. Pierwszej nocy Larp CTF, w którym biegaliśmy, po Puckowych lasach, starając się podejść dwie pozostałe drużyny. Szczególne pozdrowienia dla krzaków jeżyn, w które chyba każdy wpadł.
Drugiego dnia larp Zew Chtulu. Porwanie jednego z uczestników samochodem to jest to, podobnie jak bębny w ciemnej ceglarnii. Szczególną rolę odegrała pogoda, dwu godzinne oberwanie chmury, robiło to klimat, chociaż chlupocząca woda w adidasach psuła trochę zabawę.
Czy wreszcie terenówka w lesie. Gdzie nasz drużyna odniosła zwycięstwo, co prawda moralne, ale zawsze.
Trzeba także wspomnieć o naszej walce z pomiotem Molocha, a dokładnie telewizorem. Na szczęście dzięki staraniom wszystkich konwentowiczów zniszczyliśmy ten ohydny obiekt i uratowaliśmy świat od zagłady.
Rpg na tym konwencie były pod znakiem Monastyra- nowego systemu firmy Portal.
Gra ta reklamowana była przez Andre, który przez wiele godzin codziennie prowadził prelekcje o tej grze, niezmordowanie wprowadzając nas w świat tego systemu.
A sesja Monastyrowa, prowadzona przez widłaka, obfitowała w kwiatki: np. „Oj Panie” czy „faux pas”. Ach, Mg nigdy nie mówcie graczom: „A teraz opiszcie mi wasze wierzchowce.”

Portal, który był patronem tego konwentu, propaguje karcianki na rynku polskim, więc nie mogło ich zabraknąć. A musicie wiedzieć, że czytacie tekst mistrza północy w Zombiaki(też mi osiągnięcie na sześciu graczy w turnieju trzech zajęło pierwsze miejsca- Ironik), więc nie byle, kogo, tym jest to godne podziwu, że właśnie na tym konwencie pierwszy raz zagrałem w tą grę- wreszcie odkryłem swoje powołanie. Nie chwaląc się- albowiem skromność to moje drugie imię,- doszedłem też do półfinałów mistrzostw Polski w Saloona(zwłaszcza, że aby dotrzeć tak wysoko trzeba było tylko przyjść i wziąć udział w pierwszej grze- ;)).
Kilka miłych chwil upłynęło nam także na grze w Machinę(pozdrowienia dla pana Zdzisia), czy w Citadels.
Nie mogło też zabraknąć prelekcji, oprócz maratonu Monastyrowego bardzo ciekawą była prelekcja Vina o technice wojskowej w starożytności.
Organizatorzy dużo dali z siebie, więc takie pytanie, dlaczego was tam nie było? Dlaczego!?
Ale nie martwcie się, już za rok druga edycja, tym razem nie w szkole, ale na łonie natury na działce. Więc nic straconego. Do zobaczenia w roku 2005.

Wasz wywiadowca
Dex
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


*faux pas- uchybienie formom towarzyskim, nietakt, niezręczność, gafa