Funreal Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Na czas dowiedzieć się o naszych imprezach, larpach i spotkaniach? Napiszemy do Ciebie, po to właśnie mamy newsletter.

Imię:

Email:

Relacja z Puckonu 2005

Wpisany przez Dexter / poniedziałek, 08 lutego 2010 17:07

Krótki rzut oka na

Puckon 2005 - Polowanie na Adama Chmiela


To już druga edycja konwentu Puckon- a odbyła się 9-12 września 2005 w Osłoninie niedaleko Pucka.
Niby wiadomo - każdy konwent ma pewną specyficzną dla niego atmosferę. Ale w sumie konwenty zaczynają się robić do siebie podobne-  przyjeżdżasz, siedzisz kilka dni w szkole, spotkasz dawno nie widzianych znajomych, poznasz nowych, pójdziesz na prelekcje, zagrasz sesje RPG, spędzisz czas przy różnych napojach.
A Puckon- wyróżnia się spośród innych. Ma pewną specyfikę, mało osób - dużo terenówek.
Że niewielka liczba uczestników- niby źle- ale czy na tysiąc osobowych konwentach ogromna liczba konwentowiczów nie jest tylko ozdobą, tłumem na który nie zwraca się uwagi, a rozmawia się tylko z trzydziestką osób. Jest mało osób- jest fajna atmosfera- wszystkich znasz, każdego rozpoznajesz, atrakcje odbywają się na zasadzie:  -hej co chcecie mieć teraz - LARPA czy pokaz filmów?
- Poczekaj zdecydujemy jak zjemy :)  - każdy uczestnik czuje się co najmniej jak specjalny gość, VIP.

W tym roku tradycyjnie było łącznie z organizatorami około 30 osób. Przypomnę, że w 2004 spodziewano się około stu uczestników, a przybyło ośmiu . No cóż tym razem nauczeni doświadczeniem organizatorzy zorganizowali konwent nie w wynajętej szkole, ale na działce u Widłaka w Osłoninie nadmorskiej miejscowości niedaleko Pucka.
A lokalizacja bardzo dobra. Dużo zalesionej przestrzeni –  doskonałej do terenówek. A właśnie: terenówki esencja Puckonu. Na innych konwentach można się co najwyżej nabawić wady postawy od siedzenia godzinami na krzesłach, gdzie jedyny ruch to mieszanie łyżką zupki chińskiej. A na puckim konwencie - akcja, ruch, świeże powietrze. Niesamowity fun.

Ach! ten nocny Capture the Flag- wiecie ile zabawy sprawia nocne przekradanie się do bazy wroga, przyczajanie się za drzewem w celu podebrania flagi, czy moment kiedy przeciwnik przechodzi obok ciebie w odległości jednego metra nie zauważając ciebie- po prostu super.
Dzienny LAPR - tzw. Strategia - podział na dwie drużyny, kilka ról (Generał, Kapitan, Zwiadowca, Szpieg, itp.)  bieganie, tworzenie strategii, podkradanie się. Gra daje dużo frajdy i dużo zmęczenia. Tylko trochę dziwnie patrzyli się przypadkowi widzowie  na grupkę kilku osób czołgających się w trawie, biegających, krzyczących, łapiących jakieś dziwne białe chustki. Chociaż Mac miał nawet  pomysł aby poprosić przejeżdżających właśnie ludzi o możliwości schowanie się w samochodzie i wykonania tajnego planu:  kiedy będą przejeżdżasz obok bazy wroga on wyskoczy z samochodu i porwie flagę. Co prawda zrezygnował z pomysłu, ale wyobraźcie sobie miny przeciwników jakby wyskoczył z samochodu z obcymi ludźmi i podkradł ich flagi.

Druga nocna terenówka- walka z Molochem. Ludzie <w tej roli połowa konwentowiczów> muszą wykraść filtry z bazy Molocha <w tej roli opuszczony budynek > strzeżonej przez cyborgi <w tej roli druga połowa konwentowiczów> Molocha. Noc, trudny teren, samo chodzenie było już wyzwaniem- pełno gruzu, trzeszczącego przy każdym ruchy- spróbujcie się tam przekradać, sprawy nie ułatwiał też pofałdowany pełen dziur tereń. Z jakim skutkiem- nie udało się wykraść filtrów, ludzie albo zostali przemienieni w cyborgi, albo umarli z braku możliwości filtracji powietrza.

No i najbardziej zwariowany LARP- walka z pomiotem Molocha <w tej roli stary telewizor>, trzeba zobaczyć szczęśliwe miny ludzi rzucających cegłami w naszego straszliwego przeciwnika. Nie było łatwo, ale tak jak rok temu wspólnym działaniem zniszczyliśmy ten ohydny pomiot i uratowaliśmy świat od zagłady.
A z innych atrakcji: odbyły się oficjalne mistrzostwa Polski w Saloona - nie chwaląc się ja niżej podpisany stałem się oficjalnym Mistrzem Polski w Saloona. Rywalizacja była zacięta, ale udało się.
Co jeszcze. Ciągłe granie w inne gierki: strategie, karcianki, czy cieszący się największą popularnością Jungle Speed.
Nie można też zapomnieć o pokazie filmów o Zombich poprzedzonych prelekcją Widłaka. Ach ten pojedynek pomiędzy zombi a rekinem.
Polecam. Drugiego takiego konwentu w Polsce nie ma. Są inne na łonie natury- ale na nich ruch ogranicza się do otwarcia butelki z piwem. A na Puckonie - ciągła zabawa, akcja, ruch, umysł i ciało ciągle działają. Świetna zabawa, ekstra spędzony czas.

Wasz wywiadowca
Dex
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.